Korespondencja Miłosz – Herbert. Elegia na odejście dwóch poetów, pióra atramentu lampy
poniedziałek, kwiecień 14th, 2008Niesamowite jest takie ujawnienie archiwów, które nikogo nie krzywdzi. Szczególnie dziś. Prawda nie krzywdzi, ale inkwizytorzy bardzo. Szczególnie wówczas, kiedy wybiorą sobie autora, którego chcą ujeżdżać niczym konia Apokalipsy. Literatura wysoka karleje w politycznej interpretacji, obojętnie od jej koloru.
Wielcy polscy pisarze nie zaznają spokoju po śmierci, stając się bez swojej woli – a czasem wbrew niej – stronami w politykierskim sporze ideologii. Nie jest to niestety nowość w kulturze polskiej; czy trzeba przypominać, że komitety przeciwne pochówkowi pisarza na Skałce powstawały nie tylko przeciw Miłoszowi? Pisarze tacy jak Kraszewski czy Lenartowicz kiedyś także byli problemem dla radnych obradujących nad patronem szkoły. Polska jest rządzona przez cienie – może nie tylko cienie polityków, ale także pisarzy: Miłosza i Herberta, Gombrowicza i Lechonia.
Nie pozwólmy cieniom rzucać cienia, rozjaśniajmy rzeczywistość, docierajmy do faktów, które bardzo często przeczą potocznym wyobrażeniom i fanatycznym podziałom. Miłosz przeciwstawiany Herbertowi, Herbert przeciwstawiany Miłoszowi, to nie jest cały, prawdziwy Miłosz ani prawdziwy Herbert. Prawda jest bardziej złożona, tu trzeba kompetentnego i współ-czującego filologicznego oka, aby wyprostować pogięte sztandary i uporządkować chaos krytyki nie mającej czasu na myślenie.
Popatrzmy zatem na Miłosza piszącego do Herberta i Herberta piszącego do Miłosza. Inspirująca wydaje się tu paralela z parą wielkich poetów XIX wieku – którzy też potocznie są sobie przeciwstawiani, mimo nieco bardziej skomplikowanej historii ich relacji.
Dzięki pracy wspaniałego zespołu edytorskiego możemy poznawać fascynującą korespondencję dwóch filarów współczesnej kultury polskiej, którzy mogliby o sobie powiedzieć tak właśnie jak Słowacki i Mickiewicz: dwa na słońcach swych przeciwnych – Bogi.
Korespondencję poetów, którzy różnili się nie tyle w kwestiach bieżącej polityki, co wiedli ze sobą klasyczny spór o uniwersalia, nie dając mu jednak prymatu nad przyjaźnią, a raczej rozmawiając ze sobą jak dwaj szachiści, podziwiający zmyślność świata, obydwaj zafascynowani jego duchem i materią…
Zbigniew Herbert napisał w jednym ze swoich najpiękniejszych wierszy słowa, które mogą być wspaniałym wprowadzeniem w lekturę tych listów:
trawiłem lata by poznać prostackie tryby historii […]
zostało mi niewiele
bardzo mało
przedmioty
i współczucie
[…]
Czytając te listy nie zapominajmy o wierszu Herberta. Pamiętajmy o wspólnym odczuwaniu, czytajmy uważnie i bez szukania taniej sensacji w hałasie gazet. Dwaj poeci piszą do siebie… – Wsłuchajmy się w rozmowę dwóch ludzi.
Rozmowa zaczyna się od reweransów i pełnego szacunku tonu poety młodszego (Herberta) do starszego (Miłosza), dziękującego mu za gościnę. Miłosz odpisuje w stylu półoficjalnym (Drogi Kolego – pisze starszy poeta do poety młodszego – austriackie ukłony są mile widziane), ośmielając do przechodzenia w inne rejestry, bezpośrednie, choć literacko stylizowane na korespondencję dworzanina i księcia:
Łajdaku – pisze serdecznie Miłosz do Herberta – smak świata to dla ciebie wszystko: tawerna, stół, szklanki, zapachy, światła, cienie, architektura ale to zaznaczone mimochodem, jak na mój gust za dużo pokłonu przed sztuką.
Herbert z kolei stylizuje na sługę:
List osmucił ucznia. Jest on bliski rozpaczy. Czyż może bowiem przydarzyć się coś bardziej fatalnego niż dezaprobata Mistrza? […] Pacholęta po główkach ośmielam się gładzić […] Zbigniew.
Im później, tym bardziej prywatne stają się te listy:
Piję białe wino Czesławie. Tak że za chwilę zjawisz się i będę mógł się wyżalić. Bardzo mi Ciebie brak.
Przychodzi chwila, kiedy nasze oczy stają się niedyskretne – i na czym koncentruje się większość recenzji tego pomnikowego tomu korespondencji (jednak nie ta, którą Państwo czytają). Przypomnijmy zatem wcześniej, który z dwójki korespondentów napisał: Naród to rzecz naturalna, jak brzuch lub palce u nogi, ale czy zawsze trzeba pokazywać zwłaszcza jeśli palce niedomyte są. – Zapewne Miłosz? Nie, to Herbert, i to blisko, na stronie 11. Podobnie dalej pisał o swoim słynnym wierszu „Na szczycie schodów” – zły wiersz, ale chodliwy bo anyregimowy.
Już z tego zestawienia widzimy, że szufladki na poetów są za ciasne, za małe, zbyt proste i oczywiste. Czy polityk uczepi się tych słów? Nie ma takiego moralnego prawa, podobnie, jak uczepiania się literatury… Politycy, dajcie spokój poezji.
Korespondencja Miłosza i Herberta naprawdę jest głębsza, niż spór między partią A i partią Be. Piękne literacko wymiany wierszy, stylizacje, i wreszcie „rozmowy istotne” – niesamowita obserwacja rozwoju myśli, i wierszy, które znamy ze szkoły, od Dlaczego klasycy Herberta po Rozmowy na Wielkanoc 1620 roku Miłosza, niezmiernie fascynująca zarówno dla polonisty, jak dla każdego, zainteresowanego, jak myślała i jak czuła polska inteligencja połowy XX wieku.
Herbert zwierza się z inspiracji i plastycznie maluje własne poglądy: mój mistrz prof. Henryk Elzenberg impregnował mnie na te płytkie oczywistości [powiatowych pozytywistów]. Najnudniejszym seminarium jakie przeżyłem, było seminarium logistyczne [logiczne] prof. Kotarbińskiego. W porównaniu z nim praca kasjera w Banku Narodowym (oddział w Gdyni) wydawała mi się szczytem fantazji i rozpusty intelektualnej.
Miłosz występuje w roli przyjaznego tłumacza, promotora i autora antologii, załatwiającego wydania, promocje, spotkania…
To wszystko pokazuje nieprzemijającą wspólnotę ich poezji. Wspólnotę, którą pokazuje także opasła Bibliografia Przedmiotowa… Jakże często Herbert i Miłosz – a raczej ich wiersze – sąsiadowali ze sobą na akademiach, wieczorach poetyckich, w tomach… Tak opisuje to sam Herbert: […] miałem wieczór autorski w Birmingham. […] Przekłady były Twoje. Bili nam brawo Czesławie – pisał autor Pana Cogito do autora Traktatu poetyckiego (podkr. moje – ŁG).
Nie dzielmy sztucznie ich twórczości. Kultura jest powiązaniem. Więzi nie zawsze są łatwe, nie zawsze miłe – ale są faktyczne. Dopiero kontekst pokazuje całą prawdę.
lekkomyślnie opuszczamy ogrody dzieciństwa ogrody rzeczy
roniąc w ucieczce manuskrypty lampki oliwne godność pióra
taka jest nasza złudna podróż na krawędzi nicości
– napisał Herbert w przywoływanym wcześnie wierszu.
Złudna podróż na krawędzi nicości gubi w ucieczce manuskrypty… To wyzwanie dla filologa, wyzwanie dla inteligentnego czytelnika. Poeci wzywają nas do pojęcia – do próby zrozumienia. Próbę tę ułatwia doskonale wykonana praca redaktorska.
Niesłychanie pieczołowicie wydana korespondencja dwóch pisarzy, z zachowaniem kontekstu, z korpusem tekstów, które są uzupełnieniem korespondencji (przypisywane sobie wiersze, najczęściej z reprodukcją faksymile, wywiady, zdjęcia) – jest wielkim cymelium: uczciwie wydaną korespondencją dwójki trudnych rozmówców, którzy wywarli bodaj największy wpływ na kulturę polską drugiej połowy XX wieku. Zadanie niezmiernie trudne, z którego wywiązano się wzorowo. Oby takich wydań było więcej, oby więcej było takiej staranności i współ-czucia, zachowania dawno zaginionego pióra atramentu lampy
Oby.
–
Z. Herbert, C. Miłosz, Korespondencja, z faksymiliami listów i wierszy, fotografiami oraz aneksem zawierającym nieznane wypowiedzi Herberta o Miłoszu i Miłosza o Herbercie, a także komentarze Katarzyny Herbertowej i Marka Skwarnickiego oraz wiersze obu Poetów, red. B. Toruńczyk, przypisy M. Tabor i B. Toruńczyk, kwerenda archiwalna M. Tabor, indeks nazwisk H. Wachnowska, „Zeszyty Literackie”, Warszawa 2006.